Wydarzenia

Najważniejsze wydarzenia z naszej szkoły

10 czerwiec 2021 Dział: Sukcesy uczniów Napisane przez  Barbara Kobos

Sukces naszych uczennic

Miło nam poinformować, że w III Powiatowym Konkursie Historyczno-Literackim „Ciągle czekamy na nic” - wojna oczami dziecka - dwie uczennice naszej szkoły zostały laureatkami.

Zuzanna Kaszuba z klasy 7b zajęła 3. miejsce, a jaj koleżanka - Alicja Lada uplasowała się na miejscu 1. Dziewczęta musiały się zmierzyć z pamiętnikarską relacją, a źródłem tekstowym był utwór Romy Ligockiej „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”. Uczennicom gratulujemy sukcesu, a czytelników zapraszamy do lektury.

Kraków, 1943 r.

Drogi Pamiętniku,
wojna wymazuje ludzi. Nawet jak żyją. Teraz to zauważyłam, siedząc pod bezpiecznym stołem, razem z moją…Ligocką. Choć właściwie Liebling. Nie wiem, dlaczego ją tak nazwali, mogę jedynie się domyślać, że to dla naszego dobra. Tak jak wszystko, co robią. Oni, to znaczy rodzina, mama i tata. Tak naprawdę z Ligocką nie jesteśmy spokrewnione. Siedzimy pod stołem, bo chcemy się lepiej poznać. Właściwie ja ją chcę/ muszę lepiej poznać. Kiedy mówię coś do niej, mama pyta: Z kim ty rozmawiasz? A potem szepce do taty, że z tego głodu to mi się w głowie pomieszało. Że rozmawiam z kimś, kogo nie ma. Ale jak to nie ma? To dlaczego nie ma już Liebling, a jest ona. Nowa. Dziwna. I niby to ja. Czyli że co, że tamta ja- już nie istnieje? Co się z nią stało, skoro czuję, że jest niesamowicie blisko. O jedno mrugnięcie ciężkich od łez rzęs.

Przyglądam się Ligockiej, a ona przygląda się mnie. Kiedy wyjdę spod stołu, będę pewna, że chcę ich dobra, więc będę Ligocką. Ale najpierw muszę przeżyć żałobę po Liebling. Nazywanie się w ten sposób po prostu dodaje naszej relacji normalności, której pragniemy. To ciche porozumienie , niema prośba z mojej strony, by nie przypominali mi, że ja już nie mam nikogo bliskiego. Bo przecież Liebling już nie ma. Mamo, tato, czy nadal będziecie mnie kochać tak samo? Czy - jako Ligocka - poczuję Waszą bezinteresowną miłość?!Przecież teraz wzięliście pod swoje skrzydła inną osobę. Już samo przynoszenie jedzenia takiemu bezużytecznemu pasożytowi musi być problemem.Ale kiedy słyszę od taty:,,Mój brązowooki aniele” , czuję spokój. Ten anioł był zarezerwowany tylko dla mnie. Od zawsze.

Czasem jedliśmy skromne posiłki składające się z warzyw, innym razem nieco większe jak gołębie z chlebem, a właściwie papierem. Jadłam tylko, gdy byłam bardzo głodna, w innym wypadku ciężej było powstrzymać się od zwrócenia pokarmu.
W skrajnych przypadkach brało się nawet zadrukowane kartki czy drewno, gdyż na długo zostawało w ustach. Tak samo ołówki, obgryzało się je, by choć przez chwilę poruszać ustami w gestach przypominających przeżuwanie. Nie zawsze bywało tak źle. Dobrym kąskiem były żołędzie, odpowiednio przyrządzone mogły dawać naprawdę dobry rezultat. Czasem służyły za kawę, innym razem zastępowały ziemniaki, ważne były tylko umiejętności kulinarne!

Gorzej bywało z ubraniami. Tych nie dało się znaleźć na ulicy, czy w lesie tak łatwo. Kiedy jeszcze żyła babcia Liebling, mogliśmy liczyć na uszycie, czy zszycie kawałków szmaty. Do dziś jestem jej wdzięczna za zrobienie mi mojej jedynej prawdziwej zabawki, pluszowego misia Jakuba. Podszywała mi kilkukrotnie również ubrania. Gdy była to dziura, szło bardzo prosto, gdy jednak z czegoś wyrastałam – powiększenie stawało się trudniejsze, bywało, że i niemożliwe. Wiem, że nie powinnam, ale przyznaję, że nieraz płakałam za moim pięknym , czerwonym płaszczykiem. Nie wiem, czy bardziej urzekał mnie jabłkowy odcień, czy też pamiętałam radosny wyraz twarzy dziewczynki, do której należał, gdy po raz pierwszy go założyła. A może jedno i drugie?

Z tych wszystkich problemów codzienności kłujących nasze serca jak maleńkie, niewidzialne igły najgorszym była jednak higiena. Zdobycie chociaż litra wody – zwłaszcza czystej - na kąpiel było niezłym wyczynem. Często kobiety wolały nic nie pić i się umyć, niż żyć w brudzie. Zawsze mnie to zaskakiwało. One tak bardzo troszczyły się o siebie, zwłaszcza o włosy, podczas gdy ja już dawno ścięłabym je, pozbywając się kłopotu. Wszy bowiem były problemem bardzo powszechnym, a najczęściej występowały na długich kudłach. Dopiero niedawno, gdy zaczęłam zastanawiać się, dlaczego w takim razie inne panie tak gorączkowo starają się utrzymać fryzury bez ścinania końców zbyt mocno, zrozumiałam, że to jedna z niewielu rzeczy, która pozwala, aby ich życie wydawało się choć ociupinkę normalniejsze. O jeden schodek bliżej posiadania szczęśliwego domu, gdzie nie trzeba martwić się o głód, o ubrania, czy o higienę domowników. To było coś na wzór niespisanego kontraktu mojego i rodziców. Nie tylko my pragnęliśmy żyć inaczej, każdy chciał. Lecz to nie jest takie proste. Dlatego łatwiej sprawiać pozory, oszukiwać się, że jest lepiej. Nazywając rzeczy w inny sposób, wmawiamy sobie, iż nie mamy tak źle, tylko nieliczni wiedzą, jak jest naprawdę, a jeszcze nieliczniejsi potrafią to przyznać sami przed sobą.

Chyba jedyną miłą rzeczą w tym wszystkim są zabawy. Dzięki nim możemy zapomnieć na chwilę o nieprzyjemnej codzienności i puścić wodze fantazji. Do tego – bawić można się praktycznie wszystkim. Kijki, liście, żołędzie, nawet śmieci, które znajdzie się na ulicy. Nie wiem, jak bawią się bogatsze dzieci, te które nie muszą martwić się o dach nad głową, ale myślę, że pod tym względem jesteśmy podobni. Sądzę, że też ganiają się w berka, i że robią bitwy na kasztany czy śnieg ,jeśli spadnie go wystarczająco dużo.

I tak jest każdego dnia. Przez większą jego część siedzimy z Liebling pod stołem bawiąc się tym, co przynieśliśmy z dworu. Czasem wyjdziemy na dwór, czasem coś zjemy, innym razem beztrosko wpadniemy w objęcia Morfeusza, śniąc o lepszym jutrze. Nawet wiedząc, że to „lepsze jutro” nie nadejdzie, łudzimy się, by coś lub ktoś odmienił nasz los. Może to będzie ten Tomek, który siedzi dwa stoły dalej i czasem macha do nas, czy rzuca kasztanami, albo może Łukasz, któremu zwierzamy się, bo myśli niemal jak dorosły, albo Ania, dla której każda dziewczyna jest jak siostra, a każdy chłopak jak brat? To jedna z tych zagadek, na której odpowiedź trzeba czekać, czasem kilka lat. Ale my zaczekamy, wszyscy razem, stanowiąc dla siebie oparcie, wspólnotę. A wszystko to dlatego, że nasze serca łączy wspólny most -marzenie, że kiedyś każde z nas znajdzie swój czerwony płaszczyk, z którego nie wyrośnie.

/Alicja Lada/

Kraków, 1943 rok

Drogi Pamiętniku!

Mija kolejny dzień tej dziwnej rzeczywistości. Nie czuję się najlepiej, tak w zasadzie nawet do końca nie wiem, co się dzieje. Rodzice mówią, że od teraz jestem Ligocka, a nie jak do tej pory Liebling. Wcale mi się to nie podoba. Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem, ale mama mówi, że tak trzeba, abyśmy byli bezpieczni. Mama chodzi w kółko i drapie się w głowę, a reszta ludzi krząta się po pomieszczeniu, jakby czegoś szukała. Gdy pytam – Coś nam grozi? - nie dostaję odpowiedzi. Mam nadzieję, że szybko skończy się ten koszmar. Nie mam siły dłużej uciekać, bać się ludzi, zadręczać się myślami, co stanie się jutrzejszego dnia.

Siedzę teraz ukryta pod kuchennym, niskim stołem, by nikt nie widział, że piszę. To mnie najbardziej uspokaja, to forma ucieczki od tej chorej rzeczywistości. Nic w tym wojennym świecie nie jest normalne. Żyjemy z dnia na dzień bez planów, nie wiedząc, co przyniesie jutro. Tata pokazał mi tę skrytkę. Bardzo mi niewygodnie. Jestem skulona, na twardej, brudnej podłodze, w za małych spodniach, uwierających mnie w brzuch. Brakuje mi bardzo babci, ona była jedyną osobą, której naprawdę wychodziło szycie ubrań. Akurat mam na sobie bluzeczkę, którą dla mnie zrobiła. Już od dawna jest na mnie za krótka i materiał też się zużył, ale ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną. Najbardziej podoba mi się w niej mały, wyhaftowany motylek na kieszonce. Babunia często opowiadała mi bajki o kolorowych, wolnych motylach i ćmach. Uwielbiałam je i zawsze dopraszałam się o więcej -dlatego specjalnie go dla mnie wyhaftowała.

Wracając do ubrań- każdy tutaj chodzi codziennie w tym samym, brudnym, wyblakłym. Jedynie, gdy pojawi się jakaś dziura, to zaszywa to kawałkiem innego materiału. Nasze buty nie są wcale w lepszym stanie-dziurawe, często za małe lub za duże. Jednak nikt nie narzeka, ciesząc się, że jest ciepło w stopy i kamienie nie uwierają podczas ucieczki. Albo jej próby. Większość kobiet i dziewczynek musiało obciąć włosy. Podczas wojny bardzo trudno jest dbać o higienę. Można z całą stanowczością stwierdzić, że takowa w ogóle nie istnieje. Ludzie borykają się z wszawicą i wszechobecnym brudem. Myjemy się głównie w kubku wody, a i to nie często. Uwielbiałam moje dwa warkoczyki, a teraz wyglądam zupełnie jak chłopak.

Nie pytam o jedzenie, nawet jeśli czuję, że mój żołądek przyrasta już do kręgosłupa, bo wiem, że i tak nikt z nas za wiele go nie ma i mama stara się zapewnić mi żywność, jak tylko może. Z przydziału chleba starcza jedynie na śniadanie, chyba że ktoś nie czuje, aż tak dużego głodu, to chowa sobie na później. Jest on niesmaczny, czarny i gliniasty, ale pozwala uciszyć burczenie w brzuchu, choć na chwilę. Wraz z chlebem dostajemy marmoladę, która jest równie niejadalna jak chleb. Zrobiona z buraków, twarda jak kamień lub dla odmiany wodnista jak kisiel. Żeby przeżyć, jemy najczęściej rzadką zupę z tego, co uda się zorganizować, pojedyncze warzywa czy owoce. Zdarza się i tak, że nie mamy nic. Są tu osoby, które kradną pożywienie. Niestety z przykrością muszę przyznać, że i moi rodzice często to robią. Wiedzą, że to złe, ale gdyby tego nie robili, pewnie już dawno umarlibyśmy z głodu. Ludzie stąd bez wstydu wyciągają innym jedzenie z kieszeni, z szafki lub nawet wyrywają z rąk. Najbardziej smuci mnie jednak fakt, że wiele osób, które były sobie kiedyś bliskie – teraz pozbawionych jakichkolwiek zasad i ludzkich odruchów, krzywdzi się wzajemnie i okrada. To wszystko przez wojnę, która odziera nas z człowieczeństwa. Każdy, żeby ocalić rodzinę, kłamałby, kradł i robił jeszcze gorsze rzeczy. Tak myślę. Ale czy tak powinno być?

Tęsknię za tatą. Chciałabym wiedzieć, gdzie się teraz znajduje. Jak byliśmy tutaj w trójkę – czułam się lepiej. Wiedziałam, że nikomu z nas nic nie grozi. Mama unika pytań o tatę, odpowiedź dostałam tylko na to, czy wie może, gdzie tak długo jest.
-Tata jest w Płaszowie, moje dziecko.
Tak mówiła. Chyba myślała, że zaspokoi moją ciekawość. Ostatecznie wyszło na odwrót. Słyszałam, jak gadali o Płaszowie. To obóz pracy, wywożą tam ludzi z łapanek w ciężarówkach, więżą, biją i torturują. Każą im ciężko pracować dla III Rzeszy. Nikt nie może się buntować, bo brak podporządkowania równoważny jest ze śmiercią. Dlatego jestem niespokojna, myślę ciągle o tacie i o naszych wspólnie przeżytych chwilach. Tych za czasów, gdy było normalnie. Wtedy tata był długo w domu, czytał mi na dobranoc i uczył grać w karty. To jemu zawdzięczam umiejętność jazdy na rowerze, zrobienia zapiekanki i wyprasowania ubrań. Teraz, gdy wojna bezkarnie obdarła nas ze spokojnego, szczęśliwego życia – zobaczyłam, jak bardzo trzeba doceniać to, co się ma. Nawet to, że jest się z rodzicami w domu. W swoim domu. Nie mam zabawek, ukochanego roweru ani kredek. Wszystko gdzieś przepadło. Tata zrobił mi jedynie lalkę z druta i gałgana. Nazwałam ją Lusia. Czasami wraz z innymi dziećmi gram w szmacianą piłkę, albo bawimy się w wojnę. To taka nasza forma rozrywki, ucieczka od zmartwień i dziecięcych trosk.

Ile dałabym za chociaż okruszynę mojego starego życia. Gdy zasypiam, często marzę o ciepłym kakao i bułce z dżemem tak słodkim, jak lipowy miód z pasieki dziadka Józka. Ile dałabym za beztroskie bieganie po rosie na łące o wschodzie słońca. Tak proste rzeczy, których kiedyś nie dostrzegałam, w dzisiejszym dniu mają dla mnie zupełnie inne znaczenie. Marzę, aby jeszcze kiedyś było mi dane razem z mamą i kochanym tatą śmiać się do rozpuku z moich głupich żartów przy kuchennym stole, na którym wspólnie upieczemy pyszne, maślane ciasteczka. Ogarnia mnie wielka złość i rozpacz, gdy pomyślę, jak wiele straciliśmy, ale dziękuję Bogu, że nadal mamy siebie.

Pozdrawiam Cię, Pamiętniku. Jesteś teraz moją jedyną rozrywką. Dziękuję!

Twoja Roma

/Zuzanna Kaszuba/

 

Czytany 54 razy
Etykiety
Ostatnio zmieniany czwartek, 10 czerwiec 2021 16:55
Więcej w tej kategorii: « XV Bieg Niepodległości